2005-04-11 19:21:52 >> Czy powrócić???

Wciąż się zastanawiam...
Czy powinnam tu powrócić??

Próbowałam rozpocząć nowe życie na nowym blogu, ale tamten (zaledwie paro-dniowy) jakoś nie ma duszy...

skomentuj (22)




2005-01-04 11:08:35 >> Odchudzania dzień drugi

Nie, to zdecydowanie nie był dobry pomysł!!! Wygłodzona jak diabli Nineczka (cały dzień nic nie jadłam) została przez własną matkę wysłana do Tesco na zakupy. Kupiłam całą masę niepotrzebnego żarcia, z czego część pochłonęłam natychmiast po przekroczeniu drzwi supermarketu.

Tym samym pożarłam:
3 małe kromki ciemnego chleba (3 x 50 kcal = 150 kcal)
2 kostki serka fromage (2 x 80g x 350 kcal = 560 kcal)
3 kubki zawiesistej smacznej zupy kartoflanej (3 x 200 kcal = 600 kcal)
2 małe szklanki coca coli (2 x 100 kcal = 200 kcal)

Co razem niestety dało 1510 kcal.
Obżarta jak bąk poszłam spać.
Nooo... 1500 kcal to jeszcze nie koniec świata hehe... Tylko taka objedzona jestem, wypchana, brzuch mam wielki... Ble, nie lubię tego uczucia. Od kiedy postanowiłam się odchudzać ciągle czuję się głodna. :(

A w dodatku przyniosłam sobie do pracy mnóstwo tego nakupionego wczoraj jedzenia i znowu je zjadam. Jestem okropna!

skomentuj (61)




2005-01-03 10:12:04 >> Najtrudniejszy pierwszy krok...

Każda podróż zaczyna się od pierwszego kroku...
A mój wczorajszy pierwszy krok to:

5 kromek (cienkich) chleba (5 x 75 kcal = 375 kcal)
z masłem (5 x 75 kcal = 375 kcal)
i wędzonym serem (5 x 60 kcal = 300 kcal)

+

4 szklanki barszczu instant knorr (4 x 100 kcal = 400 kcal)

RAZEM: 1450 kcal

+ morze herbaty, bo pić mi się chciało diabelnie (kac po Sylwestrze?)

OK, na początek nie jest źle. Gdybym cały czas tak jadła, to chudłabym w tempie 2 kg na miesiąc. Byłoby super.
Trzymajcie za mnie kciuki!

skomentuj (5)




2005-01-02 16:57:15 >> Świat w oczach grubaski

"Co tutaj robię? Cóż... Chciałabym pokazać Ci świat w oczach grubaski..." - napisałam rok temu, kiedy trzeciego stycznia zaczynałam pisać bloga. Ważyłam wtedy 76,6 kg przy wzroście 160 cm. i jedyne, co mogłam jeszcze dodać to te słowa: "Jestem opętana przez jedzenie, obżarstwo trzyma mnie w swoich szponach i nie puszcza... Jestem jego wierną sługą. Kocham jeść! Jem kiedy jest mi smutno i kiedy się cieszę, kiedy jestem samotna i gdy czuję się kochana. Jem kiedy jestem głodna i wtedy, kiedy głodna już dawno nie jestem. Jem, jem, jem... To moje lekarstwo na całe zło tego świata. To mój sposób na okazanie radości. To cały mój świat!"

Chciałam tak wiele... Marzyłam o zrzuceniu ponad 26 kg. Miałam to zrobić w ciągu 6-9 miesięcy. Nie zrzuciłam tyle. Ale grzechem będzie jeśli powiem, że się nie udało. Schudłam. SCHUDŁAM PONAD 11 KG!!!!

Chciałam w tym blogu pokazać świat w oczach grubaski - i pokazałam.
Przez jakiś czas - na początku - chudłam. Radość z sukcesu nosiła mnie jak na skrzydłach. Świat wirował. Wszystko było piękne. Mogłam przenosić góry. Potem waga stanęła, brakło mi sił i motywacji, waga lekko zaczęła rosnąć. Pisałam o atakach obżarstwa nad którymi przestałam panować. Płakałam, upijałam się niemal do nieprzytomności, próbowałam nawet czarów, ale nie pomagało nic... Jadłam! I nie było już dla mnie ratunku. Jedzenie było jedynym sensem życia. Lekarstwem na całe zło i jedyną tego zła przyczyną. Tak wtedy myślałam.

Potem wydarzyło się coś. Coś strasznego. Przyszło jak armagedon po dwóch tygodniach tęczowego szczęścia. A jedzenie nagle przestało być problemem, bo pojawiły się inne problemy. I nawet jeść nie potrafiłam. Znowu chudłam. Chudłam i płakałam. I przestałam jeść mięso, słodycze i pić alkohol - to była moja ofiara, żeby cała ta historia skończyła się jak najszybciej. Czasem się łamałam, bo trudno mi było tłumaczyć obcym osobom, że nie jem mięsa czy słodyczy. Wtedy zjadałam. A w sylwestra sama sobie zrobiłam dyspenzę i po prostu upiłam się. Rano się obudziłam z przekonaniem, że jestem zła, i że przez moją słabą wolę ta zła historia będzie ciągnęła się dalej...

Teraz wydaje mi się, że jestem już na tyle silna, że... chcę dalej prowadzić tego bloga i... dalej walczyć o zrzucenie jeszcze paru kg. Choć zastanawiam się, czy nie jest to droga do piekła...

Dziś ważę 65,3 kg...

Bądźcie ze mną!


skomentuj (7)




2004-12-29 14:52:44 >> Zobojętnienie

Łzy już nie płyną. To dobrze.
Waga nie spada. To źle.
Zobojętniałam na wszystko. Nie czuję już nic. Bo gdybym czuła to zwariowałabym.
Gubię się we własnych pragnieniach.
Gubię się we własnych kłamstwach.
Coraz więcej widzę. Coraz więcej rozumiem. Przeraża mnie to. Nie wiem co robić. Jestem uzależniona.
Nie mam już nawet siły się uśmiechać. Siedzę w kącie i milczę. Uciekam od ludzi. Bo co im mam powiedzieć? Oni są z innej planety.
Jak odnaleźć sens życia? Jak odnaleźć siebie???

Tak naprawdę to potrzebuję chyba szczerej rozmowy z kimś, kto nie wzruszyłby ramionami ani nie rzucił we mnie kamieniem. Nikt nie zna całej prawdy, a ja już nie mam siły dźwigać tego kłamstwa na swoich barkach...

Czasem myślę, że śmierć to dobre rozwiązanie. A czasem, że wprost przeciwnie...

skomentuj (6)




2004-11-22 23:04:01 >> Ja to już nie ja...

Ja to już nie ja...
Runęło niebo, otworzyły się czeluście piekieł. Sama tą drogę wybrałam. Nie ma nic za darmo...
Już otarłam łzy, podniosłam głowę. Nie pytaj, czemu się nie śmieję. I tak Cię okłamię.
Ciężko tak żyć, nie mówiąc nic nikomu, kłamiąc, by ukraść parę chwil światu... Ale prawdy powiedzieć nie mogę . Nie, jeszcze nie teraz, jeszcze nie dziś, może kiedyś opowiem...
A zresztą... nieważne...

* * * * * * * * *

Waga? 65,2 (dziś po południu).
Moje koleżanki zazdroszczą mi, że chudnę. Głupie pindy. Są takie śmieszne, kiedy pytają "Jak to Nino robisz?". Nigdy nie chciałyby tak chudnąć jak ja.
Nie jem mięsa, słodyczy, nie piję alkoholu. To moja ofiara, żeby w styczniu stał się cud. Niewiele więcej mogę zrobić. Tylko idiota mógłby sądzić, że dzięki temu schudłam. Ale skoro chcą wierzyć... Niech wierzą i zazdroszczą. Może kiedyś, kiedy wszystko znów będzie OK - wszystko im opowiem???

skomentuj (20)




2004-10-10 00:04:53 >> I etap osiągnięty

Nie było mnie tu tak dawno... Tak cholernie dawno, że zapomniałam hasła... Tak okropnie, cholernie dawno, że zapomniałam nawet na jakiego maila mają mi wysłać przypomnienie tego hasła. Chyba z godzinę walczyłam, żeby się tu dostać...

Wszystko pozapominałam... Wszystko mi się zatarło... Wszystko przestało być ważne... Zapomniałam nawet, że kiedyś chciałam się odchudzać...

Kiedyś byłam w niebie. A potem runęło niebo. I byłam w piekle. Na początku zawsze jest smutek, żal, łzy i niedowierzanie. Próbujesz coś zrobić, walczyć, zaprzeczasz oczywistym faktom. Potem przychodzi akceptacja. Uczysz się żyć w nowym świecie. Dostosowujesz się do reguł w nim panujących. Dostrzegasz ludzi, którzy mają te same problemy. Już wiesz, że szczerość nie popłaca. Moje drugie imię to KŁAMSTWO...

Właściwie wpadłam tu tylko po to, żeby się pochwalić, że osiągnęłam (zupełnie przypadkowo) I zaplanowany etap. Od tygodnia moja waga pokazuje cyfry poniżej 68 kg. Dziś rano miałam 67,3 kg. Czyli od stycznia mam 9,3 kg mniej! :)

Nikt nie zauważył, że od wakacji schudłam o jeden cały rozmiar. Nikomu się nie chwaliłam. Koleżanki próbowały mnie podpytać czy schudłam, skoro noszę dawno nienoszone ciuszki. Odpowiedziałam że nie wiem. Bo co je to obchodzi? To nie ich sprawa! Nie mam ochoty odpowiadać na kolejne pytanie, jakie pojawiłoby się, gdybym potwierdziła, że schudłam: "Ojej, a co zrobiłaś że tak schudłaś??" - zapytałyby natychmiast i oczekiwałyby gotowej, lekkiej, łatwej, skutecznej i przyjemnej metody. Co miałabym im wtedy powiedzieć? Prawdę? Że ostatnie 5 kg to 5 litrów wylanych przeze mnie łez?

Dalej nie jem mięska, słodyczy i nie piję alkoholu. Dla mnie już niedługo zaświecie słońce. Prawdopodobnie wtedy, kiedy na świecie będzie najzimniej. Może już w styczniu? Ale wtedy będę już zupełnie innym człowiekiem... Czy wrócę wtedy do obżarstwa???

skomentuj (34)

 



kropla-w-oceanieblog

ksiega gosci

Archiwum:
2005
kwiecień
styczeń
2004
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń


O MNIE:
Imię: Nineczka
Data urodzin: 1 lutego (Wodniczyca) :)
Początek blogowania i odchudzania: 02.01.2004

Wzrost: 160 cm
Waga:
- 02.01.2004: 76,6 kg (BMI 29,92)
- teraz: 65,3 kg (BMI 25,51)

- chcę ważyć: 50,0 kg (BMI 19,53)

Etapy pośrednie:
- I etap: 68,0 kg
- I i 1/2 etap: 64,00 kg
- II etap: 60,0 kg
- III etap: 55,0 kg
- IV etap: 50,0 kg

Jesteś moim gościem
Teraz na stronie jest osób
Wspólne odchudzanie
wspólne odchudzanie - Blog "Na wspólnym"

Razem ze mną walczą z nadmiarem ciałka:
Obsessions-fit
Druga strona serca
Gaela bardzo pięknie o uczuciach
Grubabelka
Od jutra
Grubcinka Wielkie odchudzanie
Jestem gruba (ale chudnie!!!)
Dziewczynka
Chimera
Potfforek
Angi
Moja motywacja
Zatracona w miłości
Avocado
Cur-Sed
Dieta Tajemnej Nadeczki
Panna Tulipanna
Mysia (ocenaa)
Ja - Martini (Ech, taka szczuplutka...)
Słoń
Tajemniczy Pamiętnik Bałwanka
Ania (ta co dotrwała)
Kawa i papierosek (Agat)
Bezsenna
100% siebie
Pampelek
Zrzucę 25 kg zobaczycie
Monika (Bodka)
Moja słaba wola
Niszczy kg
Jystynka (Dzius)
Ania (ja muszę schudnąć)
Monika (Bojamsie)
Ciri chce schudnąc